// skróć historię na początek//

Opisuje moje doświadczenie, moje życie, które cały czas mnie pozytywnie zaskakuje.

Dla mnie nie ma negatywnego odbioru!

Dla mnie jest ważne jak na to spojrzymy i jak te informacje ze świata zechcemy przyjąć. Odpowiedź jest prosta, wszystko zależy od nas, od naszego nastawienia, a także naszej postawy/podejścia do rzeczywistości. Wiadomo łatwo nie jest, a przynajmniej – czasem nie jest 🙂

Zawsze lubiłam się ruszać ale tak, żeby siebie nie zmuszać, żeby mieć z tego  przyjemność i bez wielkiego wysiłku chciało mi się to robić. Próbowałam wiele aktywności na początku zaangażowałam się w aerobic z elementami ABC I TBC. Potem zaszłam w ciąże i próbowałam ćwiczyć w domu oraz po porodzie też starałam się ćwiczyć, ale cały czas to nie było to.

Szukałam i szukałam czegoś, gdzie nie będę ponosić dużego wysiłku ani zmuszania się psychicznego. Następnie próbowałam basen, taniec (dancehall), rolki, rower. Zaczęłam jeździć na rowerze wszędzie i zawsze, nawet w zimę, kiedy było na minusie. Jeździłam do sklepu, na zakupy, na Halę Mirowską a później nawet do pracy, chociaż nie było daleko. Polubiłam to bardzo i wkręciłam się  w jazdę na rowerze. Ale to było dla mnie za mało.

Chciałam znaleźć taką aktywność, która nie będzie od nikogo i niczego zależna. Będzie przede wszystkim regularna i dostępna w każdej chwili dla mnie. To było na tą chwilę bardzo ważne dla mnie, chciałam poczuć, że w końcu robię coś dla siebie. Że robię coś ważnego dla swojego ciała i zdrowia. Przecież tylko ja mam na to wpływ i tylko ode mnie zależy. Czy w końcu się ruszę? Czy nadal będę codziennie odkładać na jutro i mówić sobie zacznę na pewno od poniedziałku?

Zawsze dziwnie się przyglądałam biegaczom i jednocześnie ich podziwiałam. Nie mogłam zrozumieć, co mają za frajdę biegania w kółko, non stop to samo, żadnych urozmaiceń. Przecież to jest nudne!

 

I przyszła chwila o której nigdy nawet nie marzyłam. Nigdy bym nie pomyślała, że nadejdzie w tak pięknych okolicznościach przyrody i słońca, jak zielona Toskania.

Umówiliśmy się ze znajomymi na późne wakacje z dziećmi do słonecznej Toskanii i pojechaliśmy całą naszą trójką. Piszę tak o Toskanii, bo to jedno z niewielu miejsc gdzie byłam, gdzie chce się wracać i gdzie na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Po prostu zostaje taki niedosyt albo nawet może sentyment do tego niesamowitego miejsca i ciągnie Cię, aby wrócić w tą tajemniczą atmosferę. Trzeba samemu doświadczyć takiej podróży, żeby poczuć to, co chcę przekazać, bo ciężko to opisać w dwóch zdaniach.

Ale tu nie o podróżowaniu a o bieganiu, więc wracam do tematu.

Któregoś dnia umówiliśmy się ze znajomą na bieganie, to znaczy ona mi zaproponowała, może bym spróbowała z nią pobiec. A jak nie dam rady dalej biec, to wrócę do domu. Powiedziałam jej: “ok”. Tylko był jeden warunek, ponieważ ona miała małe dziecko, więc nasze bieganie musi być bardzo wczesnym rankiem. Bo jej dzidzius wtedy śpi, a ona ma chwilę dla siebie i chcę ją wykorzystać na bieganie. Pomyślałam sobie: “no ok kolejne wyzwanie dla mnie”.  Nie jestem skowronkiem ale powiedziałam sobie: “nie będę marudzić i nawet mi się to podoba, bo przecież ty lubisz wyzwania!”

Umówiliśmy się bodajże na 6 rano, to był koniec września, słonecznego i gorącego września Toskanii, jak dziś pamiętam ten moment dokładnie trzy lata temu. Tego dnia był chłodny ale słoneczny poranek i było bardzo przyjemnie. Kiedy biegliśmy, rozglądając się dookoła nie było nikogo, pamiętam był niesamowity spokój, ptaszki ćwierkały i ta piękna, zielona przyroda.  Znajoma biegła szybko a ja za nią podążałam.

Biegłam coraz dalej i dalej od naszego domu a te cudowne widoki Toskanii tak mnie wciągały, że nie czułam się zmęczona. To był mój pierwszy raz, moje pierwsze 5 km.

Zauważyłam że te widoki przy wysiłku podczas biegania, dodają mi energii, na tyle mnie pochłonęły, że nie czuje zmęczenia, że nie zastanawiam się ile jeszcze, trzeba przebiec, żeby być już w domu z powrotem.

 

I właśnie wtedy nadeszła dla mnie ważna chwila. Zrozumiałam coś bardzo ważnego dla siebie, że doświadczyłam czegoś nowego i bardzo pozytywnego. Zrozumiałam: ile bieganie dało mi siły, energii, zainspirowałam się. Co najważniejsze: poczułam lekkość ducha, swobodę i wolność…

Myślałam sobie: przecież możesz pobiec w każdej chwili, biegam nawet w deszcz. Podczas biegania zauważyłam dużo plusów. Między innymi doświadczyłam kilka stanów. Stan refleksji na jakiś temat, stan spokoju, że nic nie musisz, nie musisz nigdzie się spieszyć, stan medytowania nie myśląc o niczym i brak zamartwiania się czymkolwiek. Nikt nie będzie Cię pośpieszał i osądzał, nikt nie będzie ci stawiał żadnych warunków, bo Ty decydujesz o wszystkim. Kiedy pobiegniesz, gdzie i z kim.

 

Spostrzegłam coś niesamowitego, do tej pory nigdy na to nie zwracałam uwagi. Kiedy biegnę: widzę, zauważam, oglądam każdy listek, każdą roślinkę, przyglądam się każdej osobie, którą spotykam. To świetny trening uważności!

Od tamtej pory biegam i polecam każdemu, warto spróbować! Postaraj się znaleźć taką chwilę, stworzyć takie warunki, które dadzą ci dużo przyjemności i dużo energii a dzięki temu zainspirujesz się, zmotywujesz się a nawet poprawisz swoją kondycję i ciało!

Nie odkładaj na później, tylko idź i rób to!

 

/// wstawka na zakończenie od Coacha ///

 

W punktach co ma zrobić klient.

Jakieś narzędzie!

  • motywacja dla klienta plus plan!